środa, 9 lutego 2011

Łódź: z powodu biedy mogą stracić swoje dzieci

Pani Anna z Łodzi w każdej chwili może stracić córki. Amelka ma trzy i pół roku, Ola - 6 lat, Wiktoria - 7 lat. Mieszkają w kamienicy. Nadzór nad rodziną sprawuje kurator. I właśnie on zwrócił uwagę, że dzieci są brudne i zaniedbane, że mają wszy, że w domu panuje nieporządek.

W rodzinie nie ma przemocy ani alkoholu. Ale i tak dziewczynki mogą zostać umieszczone w domu dziecka. To nie jest iluzoryczna groźba. Matka dowiedziała się o tym od sędziego, gdy została wezwana na rozmowę dyscyplinującą.

Przypadek pani Anny nie jest odosobniony. Pani Jolanta, także łodzianka, wychowuje troje małych dzieci.

- Kurator nie jest zadowolony z warunków, w jakich żyjemy i coraz częściej mówi o zabraniu dzieci do domu dziecka - mówi kobieta.

Po stronie takich matek stanął Janusz Wojciechowski, łódzki europoseł PiS. Przygotował projekt ustawy likwidującej przepisy umożliwiające odbieranie rodzicom dzieci z powodu niezaradności życiowej oraz panującej w domu biedy.

- Jeśli ktoś kocha, a nie potrafi sobie poradzić w życiu, to nie powinno go to dyskwalifikować - tłumaczy Wojciechowski. - Poza tym taniej jest pomóc rodzinie niż umieścić dziecko w domu dziecka. Pomoc socjalna to kilkaset złotych na miesiąc. Wystarczy na jedzenie, węgiel i podstawowe potrzeby.

Umieszczenie dziecka w domu dziecka to dla państwa kilka tysięcy złotych - dodaje europoseł. Ważny jest też aspekt psychologiczny: mieszkanie w bidulu niekoniecznie jest lepsze niż mieszkanie z biedną, ale kochającą mamą.

0 komentarze:

Prześlij komentarz