- Przemoc psychiczna polega na "ja ci udowodnię, kto tu ma moc". Na znęcaniu się. Na naruszeniach sfery prywatności. W placówce to łatwe. Dzieci z domów dziecka swoje największe skarby trzymają w łóżkach. Pod pozorem przeprowadzki robi się kipisz w łóżku dziecka, bez jego zgody i wiedzy. Wraca i nie znajduje już swego kąta, łóżka, swoich skarbów. Ono w ogóle się nie liczy w tej sytuacji - mówi Michał, pedagog w domu dziecka.
Po publikacji poruszającej rozmowy z Andrzejem, wychowankiem domów dziecka, zgłosił się do nas Michał, od dwóch lat pracujący w domu dziecka na Pomorzu. Zdecydował opowiedzieć jak z jego perspektywy wygląda instytucjonalne wychowanie.
Anna Wacławik-Orpik: Co się dzieje z dzieckiem, które trafia do domu dziecka?
Michał, 32 lata, pedagog w domu dziecka na Pomorzu: - To potworne zaburzenie poczucia bezpieczeństwa. Czasami dziecko wyje w nocy, moczy się, woła matkę. Jest przerażone hałasem, tyloma nowymi osobami na raz. Dzieci często uciekają od dotyku, kontaktu, od jakiejkolwiek interakcji. Są takie, które mówią wprost "mam was w dupie", są agresywne albo bardzo przygnębione. Inne na początku łatwo wchodzą w grupę rówieśniczą. Dziecko bawi się, myśląc, że to takie kolonie. Dopiero po czasie zaczyna docierać do niego, że nikogo bliskiego tu nie ma, a kolonia się nie kończy. Są też dzieci, które bardzo potrzebują kontaktu, chcą się przytulać.
Ale najgorzej, jak dzieci przychodzą nie z domu, ale z pogotowia opiekuńczego. To katastrofa.
Anna Wacławik-Orpik: Co się dzieje z dzieckiem, które trafia do domu dziecka?
Michał, 32 lata, pedagog w domu dziecka na Pomorzu: - To potworne zaburzenie poczucia bezpieczeństwa. Czasami dziecko wyje w nocy, moczy się, woła matkę. Jest przerażone hałasem, tyloma nowymi osobami na raz. Dzieci często uciekają od dotyku, kontaktu, od jakiejkolwiek interakcji. Są takie, które mówią wprost "mam was w dupie", są agresywne albo bardzo przygnębione. Inne na początku łatwo wchodzą w grupę rówieśniczą. Dziecko bawi się, myśląc, że to takie kolonie. Dopiero po czasie zaczyna docierać do niego, że nikogo bliskiego tu nie ma, a kolonia się nie kończy. Są też dzieci, które bardzo potrzebują kontaktu, chcą się przytulać.
Ale najgorzej, jak dzieci przychodzą nie z domu, ale z pogotowia opiekuńczego. To katastrofa.
Więcej na tokfm.pl.

0 komentarze:
Prześlij komentarz